Kawa za jeden uśmiech – wydanie retro

Kawa za jeden uśmiech – wydanie retro

Czasami bywa tak, że wszystko idzie nie tak

Wczesna profilaktyka alkoholowa, czyli kolejna odsłona >Kawy za jeden uśmiech< za nami. Tym razem naprawdę potrzebowaliśmy dużo uśmiechu. Choć sobotnie południe było piękne, to dzień okazał się dla nas niezwykle psotliwy. Najpierw nasz kochany warnik odmówił współpracy, następnie głośnik nie chciał dać głosu (chociaż pstryczek elektryczek działał) a na koniec fotoreporterka odkryła, że zrobiła „artystyczne” zdjęcia. Dlaczego o tym piszemy…….ponieważ nie ma sytuacji bez wyjścia. Zimną kawę zabieliliśmy śmietanką i Wszystkim smakowała jako kawa frappe (nawet o dokładkę poprosiła Pani, która zimnej kawy nie pija), zamiast donośnego głosu Prezesa przez głośniki, słychać było szmer Jego rozmów w nieco kameralnej odsłonie. A fotoreportaż nabrał charakteru zdjęć z „myszką”, w style nieco retro i to też jest fajne. 
Nasze sobotnie problemy były błahostkami, ale w wielu życiowych sytuacjach, w których pozornie pozostaje tylko usiąść i załamać ręce, jest z reguły kilka możliwości na ich rozwiązanie. By je dostrzec czasem warto się na chwilę zatrzymać, wyciszyć i po prostu pomyśleć. Warto również rozmawiać z ludźmi, a nie odcinać się od nich w swojej rozpaczy, być otwartym na to, co życie niesie w takim momencie, a potrafi obdarować w sposób nieoczekiwany. Przykład: W sobotę przy częstowaniu kawą pomagali nam Pani Olga z synem Bartkiem. Spotkaliśmy ich godzinę wcześniej koło siedziby Stowarzyszenia – właściwie Prezes ich wypatrzył (ma nosa do takich historii)- potrzebowali doładować telefon, żeby zadzwonić w sprawie wynajmu mieszkania. Od słowa do słowa okazało się, że mają potężne problemy, zostali bez dachu nad głową i od kilku dni mieszkają w samochodzie, mimo wszystko chcą najpierw spróbować poradzić sobie sami. Mają plan i nie chcą korzystać z pomocy. Z chęcią natomiast przyjęli zaproszenie do wsparcia nas w czasie >Kawy za jeden uśmiech< Pomogli nam zainstalować się przy Skwerze Orląt Lwowskich, a potem Pani Olga dzieliła ciastem a Bartek pomagał mi częstować kawą. W między czasie odwiedziła nas Pani Bożena, która szybciutko zorientowała się w sytuacji naszych Pomocników, zaoferowała wsparcie i wskazała kilka możliwości na rozwiązanie podstawowych kwestii – mieszkania i pracy. Jaki finał będzie miała ta historia? Na razie oboje Państwo pozostają w kontakcie z nami. Kibicujemy i trzymamy kciuki by udało im się samodzielnie stanąć na nogi. 
Ale sobotnia „Kawa” to również pierwsze powroty osób, które już znają naszą akcję, np. Pani po udarach, która ma  problem z uśmiechaniem się, a jednak Jej się udaje, kiedy z nami rozmawia ; Pani Jadzia, nad którą pracujemy już od kilku tygodni, by zaczęła o siebie dbać i przestała pić – ja w Nią wierzę – kropla drąży skałę. Jest wiele osób, które nas od kilku tygodni obserwują, ale jeszcze nie zdecydowały się podejść…..poczekamy 🙂
Zabawne były historie łączenia naszej akcji z samorządową kampanią wyborczą. Zwroty – od kogo jesteśmy, lub – teraz kampania to się uaktywnili, albo wręcz propozycje typu – może porozdawalibyście parę moich ulotek i namówili ludzi do głosowania na mnie…….Uff, nie mamy nic wspólnego z kampanią wyborczą. Nasza kawa jest naprawdę za jeden uśmiech i nic poza tym 🙂
A na zakończenie sobotniej historii taki oto obrazek. Po powrocie do siedziby Stowarzyszenia głośnik zaczął działać, a warnik okazał się mieć pstryczek od spodu, o czym wiedział nasz psycholog, ale nam nie powiedział 😉  Kurtyna.
 Program finansowany z budżetu Urzędu Miasta Częstochowy